Podejrzany makler

July 15th, 2002

Prokuratura sprawdza, czy pracownik Domu Maklerskiego BIG Banku Gdańskiego zagarnął pieniądze należące do klientów częstochowskiego punktu obsługi. Doniesienie o takim przestępstwie złożył Departament Prawny BIG-BG oraz zarząd Domu Maklerskiego BIG. Sprawa znajdzie się też pod lupą Komisji Papierów Wartościowych.

Podejrzenia dotyczą maklera, a jednocześnie kierownika biura częstochowskiego punktu, który miał obracać pieniędzmi klientów bez ich wiedzy i zgody oraz fałszować dokumenty rzekomo przeprowadzonych transakcji. Jest na urlopie od połowy czerwca. W biurze pracuje nowa obsługa. Jeśli podejrzenia się potwierdzą, maklerowi grozi odebranie licencji.

Autor artykułu: (vig)

Nie będzie hipermarketu

July 12th, 2002

Na nadzwyczajnym posiedzeniu zebrali się w środę radni miejscy, by uporządkować sprawę niesnasek wokół inwestycji na byłym targowisku przy ul. Komonieckiego. Specjalna uchwała uspokoić ma emocje podsycane przez żywieckich kupców i niektórych radnych. – Uchwała powinna rozwiać wątpliwości miejscowych handlowców, którzy wciąż podejrzewają, że w tym miejscu powstanie hipermarket. Teren został tymczasem sprzedany na hotel i towarzyszące mu usługi. Niewielki pawilon handlowy ma być jedynie hotelowym zapleczem. Na spotkaniu z kupcami zapewniałem o tym wielokrotnie. Teraz ma to gwarantować uchwała – powiedział nam tuż po sesji przewodniczący Rady Miejskiej, Antoni Szlagor.

Uchwała zobowiązuje Zarząd Miasta do bezwzględnego egzekwowania postanowień aktu notarialnego z 20 marca 2000 roku, który mówi o hotelu. Inwestycja powstać ma w całości do końca przyszłego roku. W przypadku naruszenia przez nabywcę warunków umowy miasto odkupić ma plac, zgodnie z postanowieniami tego samego aktu notarialnego.

Autor artykułu: (net)

Kuszenie pacjentów

July 12th, 2002

Wyremontowane budynki, kolorowy i miły dla oka wystrój. To duża zmiana dla pacjentów, którzy przez długie lata przyzwyczajeni byli do często bardzo złych warunków panujących w przychodniach. – Kiedy w 1998 roku prywatyzowała się pierwsza przychodnia w powiecie cieszyńskim, nikt nie wiedział, co trzeba robić i jak. Musieliśmy podjąć ryzyko i przetrzeć szlaki. Nie mieliśmy żadnych wzorców, budowaliśmy wszystko od podstaw. Inni się nam przyglądali, podpatrywali, radzili się. Teraz, jeśli chodzi o dawne Zakłady Opieki Zdrowotnej w powiecie, wszystkie są w rękach prywatnych – mówi Leszek Włodarski, dyrektor przychodni przy ul. Frysztackiej w Cieszynie.
Jego przychodnia-laureat konkursu na “Najbardziej przyjazny pacjentowi ośrodek zdrowia” uruchomiła m.in. jedyną w powiecie poradnię ginekologiczną dla dzieci i młodzieży. Teraz trwa rozbudowa ośrodka. Szlaki zostały więc przetarte i wydawało się, że spokoju pacjenta i lekarza nic już nie zakłóci. Ministerstwo Zdrowia zapowiedziało jednak zmiany w strukturach finansowania służby zdrowia. Lekarze z niepokojem czekają na szczegóły. – Obecnie trudno cokolwiek oceniać, o wielu rzeczach dopiero się dowiemy. Z dnia na dzień docierają nowe wieści – tłumaczy szef Beskidzkiego Stowarzyszenia Lekarzy Kontraktowych Adam Kuźnik.

Tymczasem cieszyńskie Niepubliczne Zakłady Opieki Zdrowotnej po prostu boją się niestabilności. – Boimy się, bo nie wiemy, co nas czeka. Nie wiemy, w jakim kierunku pójdą zmiany – mówi Ewa Fober, dyrektor Centrum  Medyczno-Stomatologicznego Med-Fober-Dent.

Reforma służby zdrowia wymusiła na lekarzach, aby stali się przedsiębiorcami. Sprywatyzowanie przychodni wymagało niejednokrotnie zaciągania kredytów. Leszek Włodarski zastanawia się, czy za nowościami z ministerstwa nie pójdą mniejsze pieniądze. – Przecież rozpoczęte inwestycje trzeba skończyć. Ktoś kiedyś kazał nam wziąć przychodnię w swoje ręce, więc z kolegami wzięliśmy ją. Trudno jednak co roku godzić się z nowymi zasadami. Trochę przeraża nas zapowiadana likwidacja kas chorych – wyjaśnia.

Dyrektorzy NZOZ-ów przyznają, że Śląska Kasa Chorych nie była w złej sytuacji finansowej, ale teraz, w obliczu pomysłu ministerstwa jej likwidacji, nie są pewni przyszłości. – Za wysokiej klasy usługi, a takie świadczymy, powinny iść wystarczające pieniądze. Musimy przecież utrzymać poziom ? przekonuje Ewa Fober.
To, że pieniądze pójdą za pacjentem jest pewne. A gdzie pójdą pacjenci? Szefowie niepublicznych cieszyńskich NZOZ-ów robią wszystko, by skusić pacjenta, choć dużej rywalizacji między ośrodkami nie ma. – Wcześniej więcej było tzw. ruchów pacjentów między przychodniami. Teraz to skala zaledwie 2-3 proc. – przyznaje Leszek Włodarski. Pacjentów wabi się uczciwą konkurencją, m.in. nieustanną dostępnością lekarzy specjalistów. Przychodnie otwarte są także znaczenie dłużej niż kiedyś, a pacjent wybiera, gdzie będzie się leczył. Tak pewnie zostanie i po reformie reformy służby zdrowia. Tylko co spowoduje zapowiadana przez rząd likwidacja kas chorych – tego ciągle nie wie nikt.

Autor artykułu: MAGDALENA MIŚKA

Od Stamma do Małysza

July 12th, 2002

W Polsce jest wiele miejsc, w które sportowcy mogą się udać, by w ciszy i spokoju przygotować się do rozgrywek. Najczęściej przyjeżdżają jednak w Beskidy, niejednokrotnie wybierając ośrodek wiślańskiego Startu. Tu przygotowywała się piłkarska reprezentacja Polski prowadzona przez Antoniego Piechniczka, tu często goszczą drużyny piłkarskie z I i II ligi, tu także formę szlifuje Adam Małysz.

- Kiedyś ten ośrodek był bardziej popularny. Teraz powstało wiele nowych, więc piłkarze się rozjeżdżają. Ale tradycja tego miejsca sięga wiele lat – mówi Jerzy Borski, dyrektor Startu.

Start powstał w 1958 r. Już rok później pojawili się pierwsi sportowcy. Najpierw zawitali olimpijczycy przygotowujący się do igrzysk w Rzymie w 1960 r. Byli Zbigniew Pietrzykowski, Marian Kasprzyk, a nawet Feliks Stamm. W latach 60. zagościł trener Ryszard Koncewicz z piłkarską kadrą. Do Wisły zaglądała też drużyna Kazimierza Górskiego. Szczyt popularności ośrodka to czasy reprezentacji prowadzonej przez Antoniego Piechniczka w latach 80.

- Trener Piechniczek zawsze był zakochany w Wiśle i Beskidach. A warunki miał tu dobre. Mamy hotel, odnowę biologiczną, stadion, siłownię – wylicza Borski. – Wszystko w jednym miejscu.

Jednak głównym powodem, dla którego do Wisły przyjeżdżają zespoły I i II-ligowe są… góry, najlepsza forma budowania kondycji.

- Istnieją różne opinie. Są trenerzy, którzy tego już nie uznają, choć mamy bezpieczne ścieżki turystyczne. Na szczęście pozostali jeszcze tacy, którzy przygotowują kondycję zespołu poprzez bieganie w górach – mówi Borski. Jego zdaniem ważną rolę spełnia też mikroklimat Beskidów, który sprawia, że trening staje się mniej uciążliwy.
Podczas wizyt wielu pokoleń piłkarzy zdarzały się różne zabawne sytuacje. Borski wspomina Andrzeja Buncola, który nie grzeszył zbytnią wytrzymałością fizyczną. Podczas jednego z treningów, piłkarz zabłądził w lesie i musiał wracać do ośrodka… taksówką.

Oceniając piłkarzy, dyrektor uważa, że w porównaniu z pokoleniem Laty, Deyny i Buncola, niewiele się zmieniło, jeśli chodzi o podejście do sportu.

- Dziewięćdziesiąt pięć procent zawodników nie zmieniło swojego charakteru. Zachowują się profesjonalnie i ciężko pracują, żeby osiągnąć wynik – mówi. Jako przykład wskazuje treningi Legi Warszawa, która niedawno zakończyła obóz przygotowawczy w Wiśle.

- Legia przyjeżdżała tu kilkakrotnie. I z Wójcikiem, i z Janasem. Teraz po kilku latach przerwy z Okuką. Trenowali trzy razy dziennie z potwornymi obciążeniami. Pierwszy raz widziałem tak ciężko pracującą Legię – podkreśla Borski. Z drugiej strony wskazuje na obecne pokolenie piłkarzy, którzy grali na mistrzostwach w Korei i Japonii.

- Ci zawodnicy są przyzwyczajeni do większych standardów. Im odpowiadają pięciogwiazdkowe hotele. Nie będę konkurował z takimi ośrodkami. To rola trenera, w jakich warunkach przygotowuje zespół. My spełniamy wymagania – twierdzi.
Przez ośrodek przewija się sporo sław. Wielu sympatyków i łowców autografów marzy o krótkim spotkaniu i rozmowie ze swoim idolem.

- Takie sytuacje są normalne, ale staramy się ograniczać wizyty kibiców do wyjścia na trening. Konsultuję z trenerem, kiedy sympatycy mogą wejść, a kiedy nie – tłumaczy Borski.

Wkrótce do Startu będą przyjeżdżać nie tylko piłkarze, tenisiści czy judocy. Marzeniem dyrektora Borskiego jest zbudowanie małego stadionu lekkoatletycznego z bieżnią, a także rozbiegami do rzutów i skoków. Już teraz powstaje kryty basen, którego długość będzie wynosić 18 metrów. Jego budowa ma się zakończyć w grudniu tego roku. Jesienią 2003 roku planuje się ukończenie stadionu. Inwestycja pochłonie 9 mln złotych. 6 mln da fundusz Totolotka, jako że przedsięwzięcie zostało zaliczone do strategicznych inwestycji Polskiego Związku Sportu Niepełnosprawnych, który jest właścicielem ośrodka Start.

Autor artykułu: ŁUKASZ KLIMANIEC

60 lat przy klawiaturze

July 11th, 2002

Józef Kamieński uhonorowany został medalem “Za zasługi dla miasta Chorzowa”. Jest znaną osobą szczególnie w okolicach chorzowskiej parafii św. Jadwigi, gdzie jest organistą od 60 lat. Wywodzi się z Wirku (obecna dzielnica Rudy Śląskiej), lecz związany jest z Chorzowem od 1942 roku. Początkowo grał w kościele św. Jadwigi bardzo sporadycznie, dopiero potem został organistą na stałe. Akompaniował też chórowi w czasie nabożeństw i koncertów w kościele parafialnym.

Kamieński ukończył katowickie konserwatorium muzyczne I stopnia, pracował w chorzowskim ZUS i dodatkowo uczył się w szkole muzycznej przy obecnej ul. Dąbrowskiego (w klasie organów u profesora Ludwika Zdrzałka).

Chorzowianin jest doceniany. Spotyka się ze słowami uznania księży, parafian. Dostał m.in. złotą odznakę Polskiego Związku Chórów i Orkiestr, a za trud długoletniej posługi w kościele uhonorowano go papieskim orderem Pro Ecclesia et Pontifice. Warto tu podkreślić działalność pana Józefa w chórze kościelnym, którym kierował od 1957 do 1987 roku. Ten okres to czas świetności tego zespołu, który skupiał wówczas 70 – 80 śpiewaków i miał bardzo bogaty repertuar (najsilniejszą pozycją były m.in. pieśni wielkopostne, maryjne i kolędy).

Kamieńscy dochowali się trójki dzieci: Gabrieli, Barbary i Marka, a talent muzyczny posiadają wszystkie ich dzieci i wnuki.

Pan Józef cieszy się, iż ma teraz przyjemność grywać z córką i wnukiem Piotrkiem. Gabriela stopniowo przejmuje obowiązki po ojcu. Gra na organach i prowadzi chór kościelny (św. Cecylii), którym przez 30 lat kierował właśnie jej ojciec. Na pewno dumą matczyną i radością dla dziadka jest fakt, iż przy klawiszach organów zasiada często jej syn Piotr.

- Dla niego było zawsze oczywiste, iż będzie grać na organach – wyznaje pan Kamieński. – Kiedy miał 10 lat, pierwszy raz zastąpił mnie przy graniu do mszy. Teraz ma lat 16 i jest pełnoprawnym zmiennikiem moim i córki – mówi dumny dziadek.

Autor artykułu: (map)

Darmowe badania

July 11th, 2002

Dla mieszkańców miasta uruchomiono bezpłatne badania profilaktyczne gruczołu krokowego (prostaty). Za darmo może się przebadać 720 mężczyzn od czterdziestego roku życia. Program trwa od 14 czerwca. Jego zakończenie przewidziano na 10 grudnia lub do wykorzystania miejsc.

- Niewielu mężczyzn wie, jak groźny może być przerost stercza (prostaty – przyp. red.) nawet w jego łagodnej formie – mówi dr Henryk Kubuszok, kierownik Poradni Urologicznej w Szpitalu im. A. Mielęckiego.

- Gdy nie jest leczony może doprowadzić do niewydolności nerek, co z kolei może zakończyć się mocznicą a w drastycznych przypadkach nawet zgonem. O wiele bardziej niebezpieczny jest rak prostaty, który “chętnie” przerzuca się na kości, płuca i mózg – wyjaśnia dr Kubuszok.

W Chorzowie każdego roku udzielanych jest 17 tys. porad urologicznych, z czego około 65 proc. dotyczy… przerostu gruczołu krokowego.

Na bezpłatne badania miasto wyłożyło 29 tys. zł.
- Objawami przerostu stercza mogą być np. trudności z oddawaniem moczu, nagła potrzeba oddawawania moczu, utrzymujący się częstomocz czy nawet ból podczas mikcji (oddawania moczu). Jeżeli ktoś zaobserwuje u siebie takie objawy, powinien się zgłosić do urologa – radzi dr Kubuszok.

Autor artykułu: (koma)

Wrócił Kokott

July 11th, 2002

Nowym szkoleniowcem piłkarzy chorzowskiego Clearexu został Gothard Kokott. Zastąpił na tym stanowisku Andrzeja Antosa.
Przypomnijmy, że po zakończeniu minionego sezonu z klubu odszedł poprzedni trener Andrzej Antos. Był to rezultat kiepskiego występu Clearexu w finale Pucharu Europy, który rozegrany został w Lizbonie. Długo nie było znane nazwisko jego następcy. Teraz okazało się, że został nim Gothard Kokott, który pracował już zresztą w Clearexie. Z chorzowskim zespołem pożegnał sie jednak w grudniu zeszłego roku. Nie wiadomo jeszcze, czy prezes Clearexu Zdzisław Wolny zatrudni jeszcze kogoś na stanowisku trenera-koordynatora. Celem trenera Kokotta będzie zapewne nie tylko wywalczenie z zespołem czwartego tytułu mistrza Polski w futsalu, ale również dobry wynik na arenie europejskiej, co nie udało się chorzowianom w poprzednim sezonie.

Do końca tygodnia piłkarze Clearexu mają jeszcze wolne, natomiast przygotowania do nowego sezonu rozpoczną w najbliższy wtorek, 16 lipca. Natomiast już w poniedziałek odbędzie się losowanie grup eliminacyjnych klubowego Pucharu Europy. O organizację jednego z turniejów, podobnie jak w zeszłym roku, starać się będą chorzowianie.

Nie wiadomo jeszcze, w jakim składzie przystąpi zespół Clearexu do nowego sezonu. Wiele zależeć będzie od spotkania prezesów klubów Polskiej Ligi Halowej, które zaplanowano na 26 lipca. Wówczas wyjaśni się sytuacja – zwłaszcza finansowa – klubów. Być może zmieniony zostanie nawet system rozgrywek (mówi się nawet o lidze turniejowej), wszystko zależeć będzie od tego, ile zespołów wystartuje w nowym sezonie.

Prezes Wolny zapowiedział już, że jeśli w kraju nie pojawi się silna konkurencja dla jego zespołu, to zagraniczni piłkarze (najprawdopodobniej będą to nawet Brazylijczycy) zakontraktowani zostaną tylko na rozgrywki o klubowy Puchar Europy. Przypomnijmy, że z klubu, po zakończeniu ostatniego sezonu, odszedł tylko Krzysztof Jasiński. Na razie nic nie wyszło z planowanego transferu Słowaka Ivana Basili. Gracz Programu Dubnica przechodzi okres rehabilitacji, po tym jak w jednym z meczów złamał nogę.

Autor artykułu: (lis)

Jedyny taki zakład w województwie

July 10th, 2002

Już od trzech miesięcy działa nowa placówka lecznicza w naszym mieście. Niepubliczny Zakład Opieki Zdrowotnej Dolor-Med zajmuje się przede wszystkim leczeniem bólu.

- “Dolor” po grecku oznacza ból, stąd nazwa naszej placówki. Od wszystkich lecznic na terenie Chorzowa, np. od Ado-Medu odróżnia nas profil działalności. Chcemy u nas leczyć ból oraz bezboleśnie leczyć – wyjaśnia dr n. med. Grzegorz Bujok, właściciel przychodni. – Niewielu ludzi wie, że przewlekły ból sam z siebie kwalifikuje się do leczenia – dodaje.

Jak wyjaśnił “DZ” dr Bujok, każdy ból trwający dłużej niż trzy miesiące jest uznawany za przewlekły i traktuje się go jak jednostkę chorobową. W związku z tym sam ból podlega leczeniu. Lekarz nie pyta już wtedy o przyczynę cierpienia pacjenta, ale chce mu po prostu ulżyć.

- Jesteśmy jedyną placówką w województwie prowadzącą Poradnię Leczenia Bólu dla Dzieci – twierdzi dr Grzegorz Bujok. – Wiem, że jedna działa w Warszawie, podobno druga w Poznaniu. O innych nie słyszałem – twierdzi.

Leczenie bólu odbywa się na wielu płaszczyznach. Wchodzą w nie zarówno fizykoterapia, rehabilitacja jak i leczenie farmakologiczne oraz… pomoc psychologiczna.

- Poza tradycyjnymi metodami uśmierzania bólu niezbędna jest również pomoc psychologiczna. Medykamenty czy odpowiednie ćwiczenia na pewno mogą pomóc, ale równie ważne jest to, żeby pacjent zdał sobie sprawę z tego, że czasem nie ma innego wyjścia, jak… pokochać ból – tłumaczy dr Bujok. – Ja sam cierpię na bóle stawu barkowego. Wzięły się stąd, że miałem częste kontuzje tego stawu. Ćwiczyłem sztuki walki, a tam nie jest trudno o uraz. Bywało tak, że czasem staw sam z siebie mi “wypadał”. Chyba dlatego zająłem się leczeniem bóli przewlekłych, bo sam ich doświadczam.

W dalszych planach dr Bujok ma otwarcie Ośrodka Medycyny Estetycznej
- Nie chodzi mi tu o gabinet chirurgii plastycznej, ale o pomaganie ludziom niezadowolonym ze swojego wyglądu. Wchodzić będzie w to zarówno dietetyk, rehabilitant, psycholog a nawet… kosmetyczka – mówi dr Bujok – marzy mi się również prowadzenie medycyny sportowej – dodaje.

Autor artykułu: (koma)

Dyrektorzy wzięli sprawy we własne ręce

July 10th, 2002

Nowy system przyjęć do szkół średnich spowodował więcej zamieszania, niż korzyści. W tym roku po raz pierwszy zamiast egzaminów wstępnych uczniowie byli przyjmowani na zasadzie systemu punktowego. Miało to ułatwić nabór do szkół średnich.

Jednak punkty nie były całkiem jasnym kryterium. Na sumę punktów składały się dwie rzeczy: wynik egzaminu gimnazjalnego i liczba punktów uzyskanych ze świadectwa.
Każda szkoła mogła ustalić własny system punktowania ocen z “cenzurki”. Więc uczeń składający podanie do danej szkoły, nie mógł być pewien, ile tak naprawdę punktów uzyska.

To, wraz możliwością składania nieograniczonej liczby podań, spowodowało chaos. Dyrektorzy trzech chorzowskich liceów starali się pomóc kandydatom.

- Wraz z zaprzyjaźnionymi dyrektorami chcieliśmy, żeby zarówno dzieci i ich rodzice mieli mniej stresów w tym i tak “gorącym” okresie – powiedział “DZ” Roman
Herrmann, dyrektor IV LO im. M. Skłodowskiej-Curie. – Staraliśmy się wzajemnie informować o uczniach, którzy zapisali się do naszych liceów. Osobiście dzwoniłem do osób, o których wiadomo było, że zdeklarowały już wolę uczęszczania do innego liceum niż moje, a figurowały na liście przyjętych. Prosiłem je o zabranie od nas dokumentów. Dopóki tego nie zrobiły, nie mogłem zweryfikować listy przyjętych – wyjaśnia dyrektor.

Informacjami wymieniały się jednak tylko trzy licea: I LO im. J. Słowackiego, III LO im. St. Batorego i wyżej wymienione IV LO.

Dyrektor II LO im. J. Ligonia, zapytana dlaczego nie współpracowała z pozostałymi liceami, stwierdziła, że… nikt jej takiej współpracy nie zaproponował.

- Po prostu nic o tym nie wiedziałam – powiedziała Maria Gorczyca, dyrektor II LO – Jednak jeżeli jakiekolwiek dzieci szukają jeszcze szkoły, chętnie je “przygarnę” – dodaje.

Dwa nowo otwarte licea w Chorzowie, V LO przy ul. St. Batorego i VI LO przy ul. Urbanowicza również same musiały sobie radzić.

- Nie była to nasza złośliwość czy też zła wola – tłumaczy Mariola Strojny, dyrektor III LO – Po prostu w takim składzie spotkaliśmy się po konferencji i tak jakoś już zostało.

Jak dodał dyrektor Herrmann, z sygnałów otrzymywanych z gimnazjów wynikało, że licea I, III i IV będą miały największą liczbę kandydatów.

Młodzież skorzystała ze swego prawa do wyboru szkoły. Na pewno jednak za bardzo zaufano dorosłości przyszłych licealistów. Często nie poczuwali się oni do obowiązku informowania szkół, których nie wybrali, o tym fakcie. Stąd zastraszająca liczba chętnych, sztucznie wyśrubowany poziom i przepełnione listy rezerwowych.

Autor artykułu: MAREK KOWALKA

Skorzystaj z Wolności

July 10th, 2002

Orkiestra Dęta Huty Batory zagra jutro koncert. Artyści zaprezentują się na głównej ulicy miasta – Wolności. Jest to jedna z atrakcji zorganizowanych przez Urząd Miasta w ramach programu “Lepiej na Wolności”. Akcja trwa już od czerwca. Między innymi ma na celu promocję ulicy, a tym samym miasta.

Organizatorzy pragną zachęcić mieszkańców okolicznych miejscowości do odwiedzania chorzowskich pubów, restauracji czy kina. W ten sposób Chorzów ma stać się atrakcyjniejszy dla przyjezdnych gości.

Autor artykułu: (aga)