W Polsce jest wiele miejsc, w które sportowcy mogą się udać, by w ciszy i spokoju przygotować się do rozgrywek. Najczęściej przyjeżdżają jednak w Beskidy, niejednokrotnie wybierając ośrodek wiślańskiego Startu. Tu przygotowywała się piłkarska reprezentacja Polski prowadzona przez Antoniego Piechniczka, tu często goszczą drużyny piłkarskie z I i II ligi, tu także formę szlifuje Adam Małysz.
- Kiedyś ten ośrodek był bardziej popularny. Teraz powstało wiele nowych, więc piłkarze się rozjeżdżają. Ale tradycja tego miejsca sięga wiele lat – mówi Jerzy Borski, dyrektor Startu.
Start powstał w 1958 r. Już rok później pojawili się pierwsi sportowcy. Najpierw zawitali olimpijczycy przygotowujący się do igrzysk w Rzymie w 1960 r. Byli Zbigniew Pietrzykowski, Marian Kasprzyk, a nawet Feliks Stamm. W latach 60. zagościł trener Ryszard Koncewicz z piłkarską kadrą. Do Wisły zaglądała też drużyna Kazimierza Górskiego. Szczyt popularności ośrodka to czasy reprezentacji prowadzonej przez Antoniego Piechniczka w latach 80.
- Trener Piechniczek zawsze był zakochany w Wiśle i Beskidach. A warunki miał tu dobre. Mamy hotel, odnowę biologiczną, stadion, siłownię – wylicza Borski. – Wszystko w jednym miejscu.
Jednak głównym powodem, dla którego do Wisły przyjeżdżają zespoły I i II-ligowe są… góry, najlepsza forma budowania kondycji.
- Istnieją różne opinie. Są trenerzy, którzy tego już nie uznają, choć mamy bezpieczne ścieżki turystyczne. Na szczęście pozostali jeszcze tacy, którzy przygotowują kondycję zespołu poprzez bieganie w górach – mówi Borski. Jego zdaniem ważną rolę spełnia też mikroklimat Beskidów, który sprawia, że trening staje się mniej uciążliwy.
Podczas wizyt wielu pokoleń piłkarzy zdarzały się różne zabawne sytuacje. Borski wspomina Andrzeja Buncola, który nie grzeszył zbytnią wytrzymałością fizyczną. Podczas jednego z treningów, piłkarz zabłądził w lesie i musiał wracać do ośrodka… taksówką.
Oceniając piłkarzy, dyrektor uważa, że w porównaniu z pokoleniem Laty, Deyny i Buncola, niewiele się zmieniło, jeśli chodzi o podejście do sportu.
- Dziewięćdziesiąt pięć procent zawodników nie zmieniło swojego charakteru. Zachowują się profesjonalnie i ciężko pracują, żeby osiągnąć wynik – mówi. Jako przykład wskazuje treningi Legi Warszawa, która niedawno zakończyła obóz przygotowawczy w Wiśle.
- Legia przyjeżdżała tu kilkakrotnie. I z Wójcikiem, i z Janasem. Teraz po kilku latach przerwy z Okuką. Trenowali trzy razy dziennie z potwornymi obciążeniami. Pierwszy raz widziałem tak ciężko pracującą Legię – podkreśla Borski. Z drugiej strony wskazuje na obecne pokolenie piłkarzy, którzy grali na mistrzostwach w Korei i Japonii.
- Ci zawodnicy są przyzwyczajeni do większych standardów. Im odpowiadają pięciogwiazdkowe hotele. Nie będę konkurował z takimi ośrodkami. To rola trenera, w jakich warunkach przygotowuje zespół. My spełniamy wymagania – twierdzi.
Przez ośrodek przewija się sporo sław. Wielu sympatyków i łowców autografów marzy o krótkim spotkaniu i rozmowie ze swoim idolem.
- Takie sytuacje są normalne, ale staramy się ograniczać wizyty kibiców do wyjścia na trening. Konsultuję z trenerem, kiedy sympatycy mogą wejść, a kiedy nie – tłumaczy Borski.
Wkrótce do Startu będą przyjeżdżać nie tylko piłkarze, tenisiści czy judocy. Marzeniem dyrektora Borskiego jest zbudowanie małego stadionu lekkoatletycznego z bieżnią, a także rozbiegami do rzutów i skoków. Już teraz powstaje kryty basen, którego długość będzie wynosić 18 metrów. Jego budowa ma się zakończyć w grudniu tego roku. Jesienią 2003 roku planuje się ukończenie stadionu. Inwestycja pochłonie 9 mln złotych. 6 mln da fundusz Totolotka, jako że przedsięwzięcie zostało zaliczone do strategicznych inwestycji Polskiego Związku Sportu Niepełnosprawnych, który jest właścicielem ośrodka Start.
Autor artykułu: ŁUKASZ KLIMANIEC