Archive for July, 2002

Ruda basket

Wednesday, July 24th, 2002

W Rybniku odbył się kolejny turniej w ramach imprezy Ruda Basket Grand Prix 2002. Koszykarskie zmagania zorganizował Miejski Ośrodek Sportu i Rekreacji. W kategorii powyżej 18 lat triumfowała ekipa “Egzekutorzy”, która zgromadziła 10 punktów. Na drugiej pozycji uplasowały się “Hawajskie Koszule” (8 punktów). Trzecią lokatę zdobyła drużyna “Gangrena” (6 punktów). W kategorii do lat 18 bezkonkurencyjna okazała się ekipa “Kaczorki” (10 punktów). Drudzy byli “Finaliści” (8 punktów).

W klasyfikacji generalnej (powyżej 18 lat) prowadzą “Egzekutorzy”. Mają na swoim koncie komplet 20 punktów. Drugie miejsce, z 14 punktami, zajmuje “Gangrena”. Na trzecim miejscu są “Hawajskie Koszule” (8 punktów). W grupie do 18 lat prowadzą “Kaczorki” (20 punktów). “Finaliści” mają 16 punktów.

- Turnieje potrwają do końca wakacji. Kolejna impreza zostanie rozegrana w niedzielę, 28 lipca – wyjaśniają w rybnickim MOSiR-ze.

Autor artykułu: (adr)

Są zlecenia, nie ma kasy

Wednesday, July 24th, 2002

W tym miesiącu, podobnie jak w poprzednich, pracownicy Przedsiębiorstwa Budowy Szybów w Bytomiu dostaną swoje pensje w ratach i z opóźnieniem. Zła kondycja finansowa nie wynika jednak z winy PBSz.

- Sytuacja firm, działających na zapleczu górnictwa, jest fatalna. Z ośmiu podobnych zakładów istniejących w kraju tylko właściwie my nie jesteśmy w upadłości – mówi Aleksander Steinhoff, dyrektor PBSz.

Przedsiębiorstwo zatrudnia obecnie ok. 1200 pracowników w kilku spółkach. To Dombud, Zakład Usług Górniczych, Zakład Górniczy, Hotele i Wypoczynek, Inwestycje. Na wypłaty dla nich co miesiąc potrzeba trzech milionów złotych. Tymczasem kondycja firmy nie jest godna pozazdroszczenia, chociaż na brak zleceń nie może narzekać.

- Wszystkie spółki węglowe, a więc nasi klienci, mają ujemny kapitał – mówi Steinhoff. – My z jednej strony musimy świadczyć usługi, a z drugiej wcale nie mamy gwarancji, że ktoś nam za nie zapłaci. Podziwiam wytrzymałość załogi, która znosi tę niepewność.

Mordercze są także terminy płatności. Na pieniądze po zakończeniu prac trzeba czekać dwa miesiące.

- A po tym terminie i tak okazuje się, że na nasze konto nie wpłynęła ani złotówka – mówi Steinhoff.

Należności przedsiębiorstwa w lipcu to około 15 mln zł. Dłużnikami są wszystkie spółki węglowe, które współpracują z PBSz. Nie zalega właściwie jedynie Bytomska Spółka Restrukturyzacji Kopalń. Jednak pieniądze, jakie z BSRK wpływają na konto firmy, pomniejszone są o 22-procentowy VAT, bo na niego BSRK nie dostaje dotacji. – Pierwsze półrocze zakończyliśmy z nikłym, ale jednak zyskiem – mówi Steinhoff. – Co będzie w drugim, nie wiem. Ale jestem pesymistą.

Autor artykułu: (DN)

Ciepły problem

Wednesday, July 24th, 2002

Ogólnopolski Ruch Ochrony Interesów Lokatorów zwrócił się do Wiesława Wiatraka, przewodniczącego Rady Miasta o wyjaśnienie sprawy dopłat za centralne ogrzewanie za 2001 rok, jakich żąda od lokatorów Zakład Gospodarki Mieszkaniowej TBS sp. z o.o.

- Muszę dopłacić za ogrzewanie za ubiegły rok prawie 400 zł – mówi lokator mieszkający w bloku przy ul. Gaczkowskiego. – Nie mam tych pieniędzy, a trzeba je wpłacić do końca lipca.

ZGM w zawiadomieniach wysłanych do lokatorów wyjaśnia, że “koszty zakupu energii cieplnej dla budynku wynikające z obciążeń dostawcy ciepła PESC SA w okresie od 1.01.2002-31.12.2001 były wyższe niż przychody uzyskania z naliczeń wg stawki 2,27 zł/m kw.”

Mieszkańców i częstochowski oddział Ogólnopolskiego Ruchu Ochrony Interesów Lokatorów nie satysfakcjonuje takie wyjaśnienie. Domagają się szerszego wytłumaczenia, a przede wszystkim konkretnego rozliczenia kosztów ciepła.

- Do zarządu ZGM TBS wysłaliśmy pismo z prośbą o zestawienie faktur miesięcznych na 2000 i 2001 rok z podaniem ilości zużytej energii cieplnej, ceny jednostkowej oraz wartości jednostkowej netto i brutto – tłumaczy Bogusław Artman, zastępca przewodniczącej Ogólnopolskiego Ruchu Ochrony Interesów Lokatorów w Częstochowie. – Chcemy wiedzieć, jaki jest koszt zakupu energii cieplnej dla poszczególnych budynków oraz jaka jest analiza kosztów zużycia ciepła za 2000 i 2001 rok. Jak na razie zarząd ZGM zignorował nasze prośby. Otrzymaliśmy tylko pismo straszące nas sądem, jeśli będziemy zachęcać mieszkańców do tego, żeby wstrzymali się z uiszczaniem dopłat.

Ogólnopolski Ruch Ochrony Interesów Lokatorów domaga się zwołania w trybie pilnym sesji Rady Miasta i wyjaśnienia przez ZGM zasad rozliczeń kosztów za energię cieplną. Sprawą zajęły się miejskie komisje: rewizyjna, skarbu i gospodarki.

Autor artykułu: (vig)

Lekkoatletyczne mistrzostwa Polski

Tuesday, July 23rd, 2002

Piąte miejsce w trójskoku zajął podczas rozgrywanych w Szczecinie lekkoatletycznych mistrzostw Polski Mateusz Parlicki, junior sosnowieckiego Płomienia. Podopieczny Sławomira Pilarka był jedynym reprezentantem naszego regionu walczącym o mistrzowskie medale.
Silna burza sprawiła, że niedzielny konkurs trójskoku rozgrywano z godzinnym opóźnieniem.

W tej sytuacji ze startu zrezygnował Krzysztof Gruszkowski (AZS AWF Biała Podlaska) i o miejsca na podium walczyło ośmiu skoczków. Mateusz Parlicki miał wśród nich najsłabszy rekord życiowy (15,38 m).

Na szczecińskiej skoczni nie zawiódł broniący tytułu mistrzowskiego Jacek Kazimierski (MKL Łęczyca), który skacząc na odległość 16,77 m, wygrał zawody. Zaledwie 3 cm zabrakło lekkoatlecie z Łęczycy do uzyskania minimum, pozwalającego na start w jesiennych mistrzostwach Europy. Drugie miejsce zajął z wynikiem 16,02 m Robert Michniewski (Zawisza Bydgoszcz), a na najniższym stopniu podium stanął Krzysztof Andrzejak, mistrz Polski w dziesięcioboju. Uzyskał on rezultat 15,68 m.
Pół metra dzieliło od brązowego medalu Mateusza Parlickiego, który skoczył 15,17 m. Reprezentant Płomienia miał jednak spore problemy z trafieniem w deskę. Przy swoim najlepszym skoku odbił się 30 cm za wcześnie. Kolejne próby kończyły się wprawdzie trafieniem, ale okupione były mniejszą prędkością na rozbiegu.

Podopieczny Sławomira Pilarka o 1 cm wyprzedził Pawła Kruchlika (Piast Głogów), mistrza kraju juniorów, z którym przegrał w Bielsku-Białej.

Autor artykułu: (wow)

Juniorzy Płomienia pokonali swojego trenera

Tuesday, July 23rd, 2002

Triumfatorzy ubiegłorocznej edycji Grand Prix Zagłębia, sosnowiczanie Tomasz Wasilkowski i Mariusz Urbański, zwyciężyli w przedostatnich zawodach tegorocznej rundy zasadniczej. W finale juniorzy Płomienia, po czterech piłkach meczowych pokonali trenerski duet Grzegorz Skowroński – Mariusz Musiał.

Sosnowiczanie rozpoczęli turniej od gładkiego zwycięstwa 21:8 z Michałem Smalcerzem i Wawrzyńcem Adaszewskim. W drugiej rundzie ulegli jednak 17:21 Krzysztofowi Zabielnemu i Zbigniewowi Sygule, trafiając do repasaży.

Z prawej strony turniejowej “drabinki” para Wasilkowski – Urbański nie miała już problemów z ograniem rywali. Najpierw sosnowiczanie wyeliminowali z rozgrywek (15:9) Adama Ciaska i Łukasza Sojkę, a następnie pokonali 15:5 Piotra Kowalskiego i Łukasza Janickiego oraz 15:6 Edwarda Gubernata i Zbigniewa Kowalskiego. To ostatnie zwycięstwo zapewniło podopiecznym Mariusza Musiała miejsce w czołowej czwórce.
W półfinale reprezentanci Płomienia ograli 21:16 rodzinny zespół Pawła i Mateusza Sznicerów, a w pojedynku decydującym o miejscu na najwyższym stopniu podium, po dramatycznym meczu, pokonali 24:22 swojego trenera Mariusza Musiała i Grzegorza Skowrońskiego.

Była to pierwsza porażka duetu Skowroński – Musiał w całym turnieju. Para trenerska rywalizację nad brzegiem Pogorii I zaczęła zwycięstwem 21:15 z Piotrem Kowalskim i Łukaszem Janickim. Następnie sosnowiczanie ograli 21:15 dotychczasowego lidera klasyfikacji generalnej, Arkadiusza Jachna i Pawła Smalcerza, a w meczu decydującym o awansie do strefy medalowej okazali się lepsi (21:12) od Edwarda Gubernata i Zbigniewa Kowalskiego. W półfinale duet Skowroński – Musiał ponownie zmierzył się z Arkadiuszem Jachną i Pawłem Smalcerzem, wygrywając do 17. Dąbrowianie pierwszy w tym cyklu rozgrywek Grand Prix awans do czołowej czwórki zawdzięczają barażowemu zwycięstwu walkowerem z Krzysztofem Zabielnym i Zbigniewem Sygułą.

Na najniższym stopniu podium stanęła rodzinna para Sznicerów. Dzięki wysokim lokatom w rankingu, kadet dąbrowskiego MMKS, Mateusz Sznicer i trener tej drużyny Paweł Sznicer, przez pierwszą rundę rozgrywek przebrnęli bez gry. Później pewnie 21:15 pokonali oni Cezarego Gąsiora i Damiana Szymańskiego, a następnie w takim samym stosunku ograli Krzysztofa Zabielnego i Zbigniewa Sygułę, co było sporą niespodzianką.
W półfinale reprezentacja rodzinna Sznicerów musiała wprawdzie uznać wyższość pary Wasilkowski – Urbański, ale w meczu decydującym o miejscu na najniższym stopniu podium pokonała ona 21:19 Arkadiusza Jachnę i Pawła Smalcerza. To zwycięstwo zapewniło Mateuszowi Sznicerowi pozycję samodzielnego lidera klasyfikacji generalnej.


* Klasyfikacja GP Zagłębia po siedmiu turniejach:

1. M. Sznicer 80 pkt., 2. Jachna 79 pkt., 3. P. Sznicer 69 pkt., 4. Gubernat 68 pkt., 5. Z. Syguła 66 pkt., 6. Marcin Szewczyk 60 pkt., 7. Urbański 59 pkt., 8. Skowroński 52 pkt., 9. M. Syguła 46 pkt., 10. Wasilkowski, Hamulski po 44 pkt.

Autor artykułu: (wow)

W “Hajdukach” zdarzył się przykry incydent

Tuesday, July 23rd, 2002

Sandra przyszła na basen w Kompleksie Sportowym ?Hajduki? przy ul. Granicznej w Chorzowie o godz. 16. Z domu ma tu niedaleko. Wystarczy przejść przez park. Dla poważnie i przewlekle chorego dziecka pływanie to ogromna frajda. 8-letnia dziewczynka przychodzi zawsze z opiekunem. Tym razem była z zaprzyjaźnioną pielęgniarką, która doglądała dziecka z galerii. Sandra czekała cierpliwie dwie godziny na to, by wejść do wody, bo akurat nie było miejsca. Wreszcie weszła do basenu i po chwili poczuła mocne uderzenie w twarz.

- Tenisowa piłka nasączona wodą waży swoje. Córka oberwała w nos i czoło. Trafiła najpierw do jednego szpitala, później znalazła się w Centrum Zdrowia Dziecka w Katowicach Ligocie. Ja nie mam pretensji do tego, kto rzucił i tak pechowo trafił w córkę, ale skąd w ogóle takie rzuty na basenie? Kto do tego dopuszcza i kto tego pilnuje? – pyta zdenerwowana pani Eugenia.

Z relacji matki wynika, że Sandra o mało co nie osunęła się po kafelkach do wody. Udało się jej wyjść z basenu i wejść do szatni. Stamtąd szatniarka odesłała ją z powrotem na basen, ale dziewczynka do wody już nie weszła i chwiejnym krokiem wróciła do szatni.

- Dziecko mogło się przecież utopić. Nie przekonują mnie tłumaczenia ratowników, że nic nie widzieli. Przez około 15 minut nikt się nie zainteresował się na basenie, co dzieje się z dzieckiem, które słaniało się na nogach. Znajoma pielęgniarka przyniosła Sandrę do domu na rękach, a na basenie nikt nie raczył się zainteresować, że dziecko zniknęło. Córka była blada, leciała przez ręce, ale była przytomna. Powiedziała, że uderzono ją piłką. Trafiła do szpitala w Chorzowie, gdzie lekarze stwierdzili uraz głowy i nosa. Stąd na własne żądanie wypisałam ją i zawiozłam do Ligoty. Tu będzie musiała zostać przez co najmniej pięć dni. Wymiotowała, nie jadła, czuła się osłabiona, ciągle narzeka na ból głowy. Podejrzewano wręcz wstrząśnienie mózgu. To skandal, że doszło do czegoś takiego. Nikt nawet nie raczył zadzwonić po tym incydencie i zapytać o zdrowie córki. Ktoś nie dopełnił obowiązków – zarzuca matka.
Innego zdania jest kierownik Centrum Sportowego Mariusz Schmidt.

- Nie było mnie przy tym, ale z notatki służbowej sporządzonej przez ratowników wynika, że nie ma żadnych podstaw do wyciągania konsekwencji służbowych. Chyba, że policja coś udowodni, bo była na miejscu po godzinie 21.00. Nauczeni tym przykrym doświadczeniem, na pewno dopiszemy do regulaminu placówki odpowiednie stwierdzenia. Wiem, że ludzie wnoszą czasem do wody piłki i ratownicy starają się im zwracać uwagę na bezpieczeństwo z tym związane. W regulaminie nie ma jednak szczegółów na ten temat i trzeba to zmienić – mówi Schmidt.

Ratownicy Grzegorz Truchan i Adam Kominek sporządzili notatkę służbową, w której tłumaczą, że gdy tylko szatniarka wezwała ich do zemdlałego dziecka, pobiegli natychmiast do szatni, ale klienci poinformowali ich, że opatuloną w ręcznik dziewczynkę wyniosła z budynku kobieta. Ratownicy wyjaśniają też, że kąpało się wtedy 50 osób i nikt nie zauważył ani piłki, ani samego uderzenia, ani na wpół omdlałego dziecka. “O rzekomej tragedii dowiedzieliśmy się pół godziny później” – piszą autorzy notatki.

Policja była na miejscu po trzech godzinach i sprawdziła alkomatem trzeźwość Truchana i Kominka. W obu przypadkach wynik brzmiał 0,00.

Autor artykułu: ANDRZEJ MADEJCZYK

Plan budowy “Raciborza Dolnego” stoi pod znakiem zapytania

Monday, July 22nd, 2002

Protesty przeciwko planom budowy zbiornika “Racibórz Dolny” przybrały na sile. Komitet Obrony Wsi przekształcił się nawet w Stowarzyszenie na rzecz Obrony Wsi Nieboczowy przed Wysiedleniem. Atmosferę jeszcze podgrzała czerwcowa akcja ankietowania, w której ludzie mieli wyrazić opinię na temat ewentualnego przesiedlenia oraz przedstawić wartość mienia.

Dane są bowiem niezbędne do oszacowania kosztów wykupu gruntów, muszą być też uwzględnione w opracowywanym studium wykonalności inwestycji, które ma być gotowe do sierpnia przyszłego roku.

Wyniki akcji miały zostać podane do wiadomości publicznej podczas sobotniego spotkania, które zorganizował Regionalny Zarząd Gospodarki Wodnej w Gliwicach. Przed remizą OSP już na długo przed wyznaczoną godz. 9.30 kłębił się tłum. – Rozglądamy się za jajkami, bo ankiety były parodią – oświadczyło nam paru zdenerwowanych mężczyzn. – Akcją objęto ok. 70 proc. ludzi, ale pewnie znów usłyszymy, że większość zgadza się na wysiedlenie!

Gdy pojawił się Józef Klepacz, powitały go gwizdy. Nawykły do nich wiceszef RZGW nie odezwał się ani słowem. Oddał głos przedstawicielom konsorcjum, które opracowuje studium. Członkowie ekipy zaczęli przypominać, że wioska leży na terenie zalewowym, że w wyniku kataklizmu w 1997 roku zginęło 14 osób, zalanych zostało 670 tys. gospodarstw, a straty sięgnęły 14 mld zł, że budowa zbiornika planowana jest od wieku, że poprzedni parlament zatwierdził realizację inwestycji ustawą.

- Przedstawcie wyniki ankiety i wysokość odszkodowań! – odezwały się gniewne okrzyki z sali, w której zebrało się ze 200 osób. Po chwili Jakub Łoch z konsorcjum zapewnił, że propozycja ludzi (zgłosili własny plan budowy zbiornika, który nie spowodowałby zalania wioski, ale skazałby ją na życie w cieniu wałów) będzie rozważona, choć ma liche szanse. Zmiejszyłaby bowiem pojemność polderu, podniosłaby koszt inwestycji, byłaby też trudna do wykonania.
Tymczasem mikrofon przejął socjolog dr Adam Bartoszek z konsorcjum, który stwierdził, że odszkodowania będą przyznawane z uwzględnieniem stopnia amortyzacji budynku. W sali podniósł się tumult. – Sami blokujecie remonty i budowy, ale chcecie odliczać amortyzację! – wołali ludzie. – A jak mają wyglądać nasze domy, skoro od 40 lat nie wolno nic budować?

- Wielu z was bliżej ma do zaświatów niż do szczęśliwego bytowania, bo ubywa młodych – wyrwało się socjologowi. W sali zawrzało. Doktor przeprosił, po czym ciągnął: – Jeżeli dojdzie do formalnego wywłaszczenia, a może tak być, nie będzie już negocjacji cen, one zostaną narzucone!

Czesław Burek, wójt Lubomi, oświadczył na to, iż z powodu pustek w państwowej kasie może to być kolejny plan do szuflady. Lucjan Waldenberger, działacz stowarzyszenia, poruszył temat regulacji Odry w Ligocie Tworkowskiej, która jest pełna mułu i zwalonych drzew. – Czemu nie chcecie budować zbiornika na nieużytkach, których tu nie brakuje? – pytał, po czym zwrócił się do mieszkańców: – Kto chce pozostać w Nieboczowach?

Ręce podnieśli wszyscy w sali. Była to dosadna odpowiedź na wywody gości dyrektora Klepacza. – Interesuje nas nie wycena, ale zmiana koncepcji budowy zbiornika! ? krzyczeli ludzie. – Jeśli nikt tego nie zrozumie, pójdziemy na Warszawę!

Ktoś poprosił jednak o przygotowanie symulacji komputerowej mającej przedstawić kształtowanie się fali powodziowej w przypadku istnienia “Raciborza Dolnego”. Konsorcjum przyjęło to z radością. Na początku sierpnia planuje przeprowadzić kolejną ankietę celem uzupełnienia danych, ale przyszłość budowy jest niepewna. Czy w razie braku społecznego przyzwolenia rząd (jeśli zgromadzi potrzebne pieniądze, mające pochodzić głównie z kredytów z Banku Światowego oraz funduszy unijnych) podejmie ryzyko wysiedlenia ludzi siłą? Oto jest pytanie.

Autor artykułu: ELŻBIETA PIERSIAKOWA

Po dramacie na Chorzowskiej – ubezpieczyciel wypłaci

Monday, July 22nd, 2002

W piątkowy poranek, około godz. 5.40 na ul. Chorzowskiej w Katowicach doszło do zderzenia dwóch autobusów komunikacji miejskiej – 674 należącego do PKM Katowice i nr 6 – z PKM Gliwice. Oba pojazdy – przegubowe ikarusy, jeden liczący kilka lat, a drugi po gruntownym remoncie – świadczyły usługi na rzecz Komunikacyjnego Związku Komunalnego GOP w Katowicach. Kierowcy byli doświadczeni, od kilku lat prowadzili autobusy.

- Zgodnie z przyjętymi w KZK GOP zasadami autobusy muszą być ubezpieczone i posiadać polisy OC, bowiem wykupiony przez pasażera bilet jest swoistą umową cywilno prawną między nim a KZK GOP. Dlatego w kontraktach podpisywanych z przewoźnikami, widniej zapis mówiący o posiadaniu przez każdy autobus ubezpieczenia. Właśnie w tak drastycznych sytuacjach, kiedy dochodzi do wypadków i potrzebne są pieniądze na rehabilitację lub leczenie okazuje się, jak ważny dla pasażera jest fakt posiadania biletu, który stanowi dowód przy wypłacie odszkodowania – wyjaśnia Marek Klimek, główny specjalista ds. informacji i promocji KZK GOP.

W piątkowym wypadku zostało poszkodowanych kilkanaście osób. Najbardziej ucierpiał kierowca autobusu nr 6, który przeszedł skomplikowaną operację nóg oraz pasażerowie – jeden doznał złamania kręgosłupa, drugi uszkodzenia odcinka szyjnego i wstrząsu mózgu. Pozostałych po opatrzeniu drobnych ran zwolniono do domu.

- Trudno mówić o winie któregoś z kierowców, bowiem przez cały czas policja prowadzi dochodzenie, ale już teraz nasz ubezpieczyciel zaproponował udzielenie pomocy rannym w wypadku pasażerom – zapewnia Eugeniusz Pypłacz, prezes PKM Katowice.

Również Henryk Szary, prezes PKM Gliwice zapewnia, że jego autobus był ubezpieczony, a wszyscy poszkodowani w tym wypadku pasażerowie powinni zwrócić się na piśmie o wypłatę odszkodowania.

- Pasażerowie kierują pisma do PKM-u Gliwice, a my przekazujemy ich roszczenia do naszego ubezpieczyciela. To on skontaktuje się z pasażerami i na podstawie badań oraz opinii lekarskich wyceni uszczerbek na zdrowiu i należące się odszkodowanie – wyjaśnia prezes Szary.

Dla niezadowolonych z wysokości odszkodowania pasażerów pozostaje droga sądowa, ale wówczas trzeba pamiętać o zachowaniu biletu miesięcznego lub jednorazowego skasowanego w tym dniu i na tej linii.

Autor artykułu: (BL)

Szczęśliwie udało się uniknąć poważnego skażenia

Monday, July 22nd, 2002

Prawie pięćdziesięciu strażaków z trzynastu zastępów, kilkudziesięciu policjantów, pogotowie ratunkowe i energetyczne uczestniczyło w akcji zabezpieczenia wycieku amoniaku. Do wypadku doszło na terenie Centrali Rybnej przy ulicy Pyskowickiej w Mikulczycach.

Jak ustalono, wyciek nastąpił ze zbiornika instalacji chłodniczej. Prawdopodobnie uszkodzona została jedna z pomp, która połączona była ze zbiornikiem o pojemności 1,5 tys. litrów. Przybyli na miejsce zabrzańscy strażacy, podjęli decyzję o sprowadzeniu specjalnych plutonów chemicznych.

Po kilkudziesięciu minutach przybyły jednostki z Łabęd i Katowic-Piotrowic, wspólnie z grupą operacyjną ze Śląskiej Komendy Wojewódzkiej Państwowej Straży Pożarnej i komendantem wojewódzkim, st. brygadierem Januszem Skulichem. W tym czasie zabrzańscy strażacy ewakuowali sześciu pracowników Centrali Rybnej i pobliskich zakładów. Policjanci zablokowali pobliskie drogi, a patrole informowały okolicznych mieszkańców o awarii. Natychmiast zaczęto też pomiary stężenia amoniaku w powietrzu.

Ubrani w specjalne kombinezony chemicy, weszli do maszynowni zakładu i zakręcili zawory uszkodzonej instalacji. Rozlany amoniak przelano do zbiorników, które gwarantują jego bezpieczne przechowywanie. Akcja usuwania wycieku zakończyła się kilka minut po godzinie dziesiątej. Do późnych godzin nocnych strażacy dozorowali teren awarii. Dzięki szybkiej interwencji udało się uniknąć poważniejszego skażenia, które mogło grozić mieszkańcom masta.

Autor artykułu: (ira)

Przyspieszenie

Friday, July 19th, 2002

Nabiera w mieście tempa wyborcza kampania prezydencka. Coraz więcej partii i ugrupowań wyłania wstępnie swoich kandydatów. Wiadomo już, że Unia Wolności na swojego wyborczego lidera wyłoniła Janusza Okrzesika, Sojusz Lewicy Demokratycznej lansował będzie Antoniego Kobielusza, Liga Rodzin Polskich rozpatruje jeszcze kilka kandydatur, natomiast zawiązany niedawno Beskidzki Ruch Obywatelski postawił kilka dni temu na Jerzego Radonia-Tanewskiego. Dziś spotyka się grono biznesmenów i znanych bielskich osobistości, chcących, żeby ich kandydatem był Jacek Krywult.

Lista puchnie z dnia na dzień i do chwili ostatecznego terminu zgłaszania kandydatów z pewnością znajdzie się na niej znacznie więcej nazwisk.

Autor artykułu: (net)