Protesty przeciwko planom budowy zbiornika “Racibórz Dolny” przybrały na sile. Komitet Obrony Wsi przekształcił się nawet w Stowarzyszenie na rzecz Obrony Wsi Nieboczowy przed Wysiedleniem. Atmosferę jeszcze podgrzała czerwcowa akcja ankietowania, w której ludzie mieli wyrazić opinię na temat ewentualnego przesiedlenia oraz przedstawić wartość mienia.
Dane są bowiem niezbędne do oszacowania kosztów wykupu gruntów, muszą być też uwzględnione w opracowywanym studium wykonalności inwestycji, które ma być gotowe do sierpnia przyszłego roku.
Wyniki akcji miały zostać podane do wiadomości publicznej podczas sobotniego spotkania, które zorganizował Regionalny Zarząd Gospodarki Wodnej w Gliwicach. Przed remizą OSP już na długo przed wyznaczoną godz. 9.30 kłębił się tłum. – Rozglądamy się za jajkami, bo ankiety były parodią – oświadczyło nam paru zdenerwowanych mężczyzn. – Akcją objęto ok. 70 proc. ludzi, ale pewnie znów usłyszymy, że większość zgadza się na wysiedlenie!
Gdy pojawił się Józef Klepacz, powitały go gwizdy. Nawykły do nich wiceszef RZGW nie odezwał się ani słowem. Oddał głos przedstawicielom konsorcjum, które opracowuje studium. Członkowie ekipy zaczęli przypominać, że wioska leży na terenie zalewowym, że w wyniku kataklizmu w 1997 roku zginęło 14 osób, zalanych zostało 670 tys. gospodarstw, a straty sięgnęły 14 mld zł, że budowa zbiornika planowana jest od wieku, że poprzedni parlament zatwierdził realizację inwestycji ustawą.
- Przedstawcie wyniki ankiety i wysokość odszkodowań! – odezwały się gniewne okrzyki z sali, w której zebrało się ze 200 osób. Po chwili Jakub Łoch z konsorcjum zapewnił, że propozycja ludzi (zgłosili własny plan budowy zbiornika, który nie spowodowałby zalania wioski, ale skazałby ją na życie w cieniu wałów) będzie rozważona, choć ma liche szanse. Zmiejszyłaby bowiem pojemność polderu, podniosłaby koszt inwestycji, byłaby też trudna do wykonania.
Tymczasem mikrofon przejął socjolog dr Adam Bartoszek z konsorcjum, który stwierdził, że odszkodowania będą przyznawane z uwzględnieniem stopnia amortyzacji budynku. W sali podniósł się tumult. – Sami blokujecie remonty i budowy, ale chcecie odliczać amortyzację! – wołali ludzie. – A jak mają wyglądać nasze domy, skoro od 40 lat nie wolno nic budować?
- Wielu z was bliżej ma do zaświatów niż do szczęśliwego bytowania, bo ubywa młodych – wyrwało się socjologowi. W sali zawrzało. Doktor przeprosił, po czym ciągnął: – Jeżeli dojdzie do formalnego wywłaszczenia, a może tak być, nie będzie już negocjacji cen, one zostaną narzucone!
Czesław Burek, wójt Lubomi, oświadczył na to, iż z powodu pustek w państwowej kasie może to być kolejny plan do szuflady. Lucjan Waldenberger, działacz stowarzyszenia, poruszył temat regulacji Odry w Ligocie Tworkowskiej, która jest pełna mułu i zwalonych drzew. – Czemu nie chcecie budować zbiornika na nieużytkach, których tu nie brakuje? – pytał, po czym zwrócił się do mieszkańców: – Kto chce pozostać w Nieboczowach?
Ręce podnieśli wszyscy w sali. Była to dosadna odpowiedź na wywody gości dyrektora Klepacza. – Interesuje nas nie wycena, ale zmiana koncepcji budowy zbiornika! ? krzyczeli ludzie. – Jeśli nikt tego nie zrozumie, pójdziemy na Warszawę!
Ktoś poprosił jednak o przygotowanie symulacji komputerowej mającej przedstawić kształtowanie się fali powodziowej w przypadku istnienia “Raciborza Dolnego”. Konsorcjum przyjęło to z radością. Na początku sierpnia planuje przeprowadzić kolejną ankietę celem uzupełnienia danych, ale przyszłość budowy jest niepewna. Czy w razie braku społecznego przyzwolenia rząd (jeśli zgromadzi potrzebne pieniądze, mające pochodzić głównie z kredytów z Banku Światowego oraz funduszy unijnych) podejmie ryzyko wysiedlenia ludzi siłą? Oto jest pytanie.
Autor artykułu: ELŻBIETA PIERSIAKOWA