W mijającym roku odbyły się wybory parlamentarne, które całkowicie odmieniły scenę polityczną także w naszym regionie. Zwycięzcy wrześniowych wyborów parlamentarnych już w tej chwili muszą mocno bronić swoich pozycji, bo notowania polityczne SLD od kilku tygodni są coraz gorsze.
Politycy, którzy do niedawna decydowali jeszcze o obliczu województwa śląskiego, odeszli w zapomnienie. I chyba nie szybko wrócą do gry, bo prawica niechętnie rozmawia o ponownym zawarciu porozumienia.
Oto politycy, którzy naszym zdaniem w mijającym roku zyskali najwięcej, a także ci, którzy nie mogą tego okresu zaliczyć do udanych.
WYGRANI
BARBARA BLIDA, posłanka SLD
Jest już od dawna obecna na naszych corocznych listach, choć każdego roku są inne powody, aby ją na nich umieszczać. 80 tysięcy głosów w ostatnich wyborach – taki wynik jest doprawdy imponujący. Tym bardziej że – zgodnie z nową ordynacją wyborczą – okręgi do głosowania zostały poważnie zmniejszone. Duża klasa. Nikt tak jak ona, przynajmniej w powszechnym odczuciu społecznym, nie potrafi walczyć w parlamencie o Śląsk.
ADAM GIEREK, senator UP
Jeszcze pół roku temu wydawało się, że dla nikogo z rodziny Gierków nie będzie już powrotu do polityki. Jednak Unia Pracy się uparła i, mimo sprzeciwów SLD, wystawiła Gierka na liście wyborczej do Senatu w sosnowieckim okręgu wyborczym. Pomysł okazał się znakomity: zdobytych przez niego 180 tysięcy głosów to rekordowy wynik w naszym regionie. Czy głosowano na mit, czy na polityka? Przekonamy się o tym w ciągu 4 najbliższych lat.
LECHOSŁAW JARZĘBSKI, wojewoda śląski (SLD)
Należy mu się wyróżnienie przede wszystkim za cierpliwość i konsekwencję w działaniu. Zrezygnował z wysokiego miejsca na liście wyborczej SLD, bo uparcie dążył do objęcia stanowiska szefa Śląskiego Urzędu Wojewódzkiego. Dodatkowa premia za to, że – jak dotychczas – skutecznie broni się przed kolegami z lewicy, którzy najchętniej wepchaliby mu do pracy połowę swoich rodzin. Jeśli dalej nie będzie pozwalał sobie na łamanie swojego moralnego kręgosłupa, może zajść wysoko.
KAZIMIERZ KUTZ, wicemarszałek Senatu z ramienia UW
Unia Wolności jest na dnie notowań społecznych, ale popierany przez to ugrupowanie sławny reżyser w cuglach wszedł do parlamentu. Chociaż jego kampania wyborcza nie była kosztowna, uzyskał prawie 150 tysięcy głosów. W dodatku zaraz po wyborach został desygnowany na stanowisko wicemarszałka Senatu RP. Znakomity ambasador Górnego Śląska w stolicy.
WACŁAW MARTYNIUK, poseł SLD z Gliwic
Od lat dokonuje nie lada sztuki – mieszkając na stałe w Warszawie, znakomicie potrafi reprezentować interesy Śląska. Wszyscy posłowie wiedzą, że jeśli w parlamencie jest do załatwienia coś naprawdę ważnego dla naszego regionu, “trzeba iść do Wacka”. W strukturach zarówno parlamentu, jak i SLD, najważniejsza postać naszego regionu.
JAN OLBRYCHT, marszałek województwa śląskiego (AWS)
Szybko stał się pierwszoplanową postacią centroprawicy województwa śląskiego. W sytuacji gdy jego koledzy z Akcji Wyborczej Solidarność odeszli w polityczny niebyt, skutecznie potrafi bronić ideałów tej strony sceny politycznej. Przez cztery lata rządzenia naszym regionem nie miał żadnej wpadki; jest znakomitym ambasadorem regionu na Zachodzie. Duża klasa, świetnie kontakty w Unii Europejskiej, w przyszłości będzie zapewne kandydatem na posła z naszego regionu do Parlamentu Europejskiego.
JAN RZYMEŁKA, poseł PO
Byli już tacy, którzy postawili na nim krzyżyk. Przez lata był tutaj sztandarową postacią Unii Wolności, ale w ubiegłym roku znalazł odwagę, by przejść do Platformy Obywatelskiej. Gdy na liście wyborczej umieszczono go dopiero na 14. miejscu, wydawało się, że będzie musiał pożegnać się z mandatem. Tak jednak mogli mówić tylko ci, którzy nie znają woli walki Jana Rzymełki…
ANDRZEJ SZARAWARSKI, wiceminister gospodarki (SLD)
Wprawdzie przez pewien czas czuł się zawiedziony, że przypadła mu w udziale “tylko” funkcja wiceministra gospodarki, ale ostatnio jakby się otrząsnął. Wygrał plebiscyt “DZ” na najskuteczniejszego polityka województwa śląskiego. W wyborach parlamentarnych poprowadził Sojusz Lewicy Demokratycznej w naszym regionie do zwycięstwa. Siłą spokoju – na razie skutecznie – rozładowuje piętrzące się kłopoty wewnętrzne tutejszej lewicy.
GRZEGORZ SZPYRKA, wicemarszałek województwa śląskiego (AWSP)
Chyba nie ma w naszym regionie polityka, który by tak często był poddawany miażdżącej krytyce. Jako nadzorca dużej części służby zdrowia w regionie, musi brać na siebie ciężar wyrzucania z pracy niekompetentnych dyrektorów, likwidacji części zakładów opieki zdrowotnej. Przez to ma chyba więcej wrogów niż przyjaciół. Ze wszystkich opresji wychodzi jednak obronną ręką. I czyni to w mistrzowskim stylu.
KAZIMIERZ ZARZYCKI, poseł SLD
We wrześniu miał odwagę poddać się weryfikacji społecznej i z trudnego, bielskiego okręgu wyborczego wszedł do parlamentu (uzyskując tam zresztą najwięcej głosów). Prawdopodobnie już za kilka tygodni zostanie nowym liderem SLD w naszym regionie. Dobry ambasador trudnych spraw Podbeskidzia w Warszawie.
PRZEGRANI
MAREK LEWANDOWSKI, polityk lewicy z Częstochowy
Jeszcze w czasie poprzedniej kadencji był wymieniany jako kandydat na stanowiska rządowe. Jego nazwisko pojawiało się w różnych spekulacjach na temat gabinetu cieni. Rozdmuchany balon okazał się jednak w środku pusty. Koledzy partyjni wyrzucili Lewandowskiego nawet z list wyborczych SLD. Będzie mu trudno wrócić do łask Wielkiego Brata.
TOMASZ MAMIŃSKI, poseł SLD z Rybnika
Jako jedyny poseł naszego regionu, jest “spadochroniarzem” w czystej postaci. Nigdy nie miał nic wspólnego z Rybnikiem, a mimo to lewica umieściła go na czele swojej rybnickiej listy wyborczej. Posłem jest od trzech miesięcy, a już zdążyła go poznać cała Polska. W restauracji sejmowej zwrócił się do austriackiego dziennikarza słowami: Heil Hitler.
TADEUSZ MOTOWIDŁO, poseł SLD
Jako polityk nie zdążył wprawdzie jeszcze niczego zepsuć, ale na naszą listę trafia za kompromitujące błędy ortograficzne, które znalazły się w jego oświadczeniu majątkowym. Napisał tam m.in., że ma “samochud marki wolcwagen”. Potem tłumaczył się, że nie wie, jak mógł zrobić takie błędy, bo z polskiego miał “mocną czwórkę”.
RYSZARD OSTROWSKI, przewodniczący Rady Regionalnej UW
Właściwie trafia na naszą listę w imieniu całej partii. Szefowie muszą jednak ponosić odpowiedzialność. Ostrowski już przed wyborami zachowywał się tak, jakby szedł na ścięcie (podobnie zachowywała się jego partia). Bez wiary w siebie nie da się odnosić sukcesów w polityce.
ADAM SŁOMKA, lider KPN OP
Z mistrzowską precyzją przyczynił się w mijającym roku do kolejnych podziałów wewnątrz KPN. Teraz już żaden obserwator sceny politycznej nie wie, ile naprawdę jest partii zaczynających się od liter KPN. W tym wypadku zanosi się na dłuższy odpoczynek od czynnej polityki, bo przy Słomce została zaledwie garstka najbliższych współpracowników.
JACEK SOSKA, były prezes Zarządu Wojewódzkiego PSL w Katowicach
Od kilku lat zmierza tylko w jednym kierunku – jego notowania polityczne nieustannie spadają. Najpierw on i cała kierowana przez niego partia przegrali w woj. śląskim wybory do parlamentu, a potem Soska został usunięty z fotela szefa PSL w naszym regionie. Wielu głęboko odetchnęło…
MIROSŁAW STYCZEŃ, były poseł SKL z Bielska-Białej
Miał pierwsze miejsce na liście wyborczej Prawa i Sprawiedliwości, a mimo to nie zdobył mandatu. Nie wypalił też jego autorski pomysł na autopromocję: przez całą kampanię, niby bez związku z wyborami, Styczeń promował własną książkę “Express Bielsko-Warszawa”.
STANISŁAW SZWED, przewodniczący AWSP woj. śląskiego
Podobnie jak Ryszard Ostrowski, zostaje on przez nas “wyróżniony” za przyczynienie się do porażki formacji, której był liderem. Po porażce wyborczej nie uczynił też nic, aby scementować AWSP, przekształcić ją w inną partię. Dlatego dziś po województwie snują się dziesiątki działaczy prawicy bez pomysłu na przyszłość.
MARCIN TYRNA, były wicemarszałek Senatu RP (AWSP)
Mimo fatalnych notowań AWSP, nikt nie spodziewał się, że Tyrna przegra wybory do Senatu na Podbeskidziu – w regionie, który jest matecznikiem centroprawicy w województwie. Rzeczywistość okazała się jednak dla pana Marcina brutalna. Do ponownego wejścia do parlamentu zabrakło mu zaledwie kilku tysięcy głosów. Wicemarszałkom po prostu nie wypada przegrywać…
JERZY WIDZYK, były minister transportu (AWSP)
Gdybyśmy przyznawali nagrody w dziedzinie oszczędności, pewnie znalazłby się na pierwszym miejscu. Za ponad milion złotych kupił sobie dom w Warszawie, tłumacząc przy okazji, że będzie go spłacał przez najbliższych kilkanaście lat. Na Podbeskidziu zafundował sobie niezwykle drogą kampanię wyborczą. Mimo to przegrał.
Autor artykułu: WITOLD PUSTUŁKA